TOP 3 najgorsze błędy ukryte w hasłach reklamowych dużych marek
OD: Jakub J.J. Woźniak
specjalista ds. marketingu i perswazyjnej komunikacji marketingowej, autor książek
Duże marki, wielkie pieniądze i prestiżowe agencje reklamowe. Wydawałoby się, że w takich kampaniach ATL nie ma miejsca na błędy. A jednak – zdarzają się one najlepszym. Najczęściej są one efektem braku wiedzy i wyczucia, jak język wpływa na umysł klienta. Przyjrzyjmy się im bliżej i zobaczmy, czego możemy się nauczyć na cudzych błędach.
W 1998 roku Xsara Picasso reklamowała swoje auto nie tylko twarzą supermodelki Claudii Schiffer, ale także hasłem „Żyć nie umierać!”.

Autorzy reklamy najpewniej nie zdawali sobie sprawy z faktu, że słowo „nie” w niektórych przypadkach nie jest odczytywane przez podświadomość odbiorców. I to niestety jest właśnie ten przypadek – gdy po reklamie mamy lekko nieprzyjemnie uczucie związane z użyciem słowa „umierać”. Dzieje się tak dlatego, że umysł najpierw tworzy nieprzyjemny obraz i odczucie umierania, by potem próbować mu zaprzeczać. Efekt jest niestety mizerny.
Niestety nasze umysły są bardzo kiepskie, jeśli chodzi o zaprzeczenia tzw. cech jednobiegunowych. Gdy powiem, że np. „Mietek nie ma czarnych włosów” – zrobimy w umyśle obraz Mietka z czarnymi włosami, a dopiero potem musimy racjonalnie sobie wytłumaczyć, że pewnie ma jakieś inne.
Inny spory błąd popełniła marka oranżad Hellena – komunikując się hasłem „Cudze chwalicie, swego nie znacie.”

Co tutaj nie zagrało?
Po pierwsze – tonalność komunikacji. Hasło brzmi jak upomnienie, co stawia odbiorców w roli „tego głupszego”.
Druga sprawa – hasło daje negatywny dowód społecznej słuszności, sugerując odbiorcom, że WY WSZYSCY cudze chwalicie i WY WSZYSCY swego nie znacie (tzw. ukryte kwantyfikatory ogólne) – co działa dokładnie odwrotnie od zamierzeń nadawcy. Bo im bardziej odbiorca jest przekonany, że inni coś robią, tym bardziej sam jest skłonny robić tak samo. Tak działa właśnie dowód społecznej słuszności / uznania – jedna z reguł wpływu społecznego opisana przez prof. Roberta Cialdiniego.
W obu powyższych kampaniach brały udział znane twarze, więc ich koszt zapewne nie był mały. Także możemy przypuszczać, że te błędy na poziomie języka perswazji słono te marki kosztowały.
Kolejnym przykładem nieudanego hasła jest slogan sieci Saturn: „Żer dla skner.”

Sądzę, że mało kto myśli o sobie sknera – i mało kto chce tak myśleć. A kimś takim właśnie mielibyśmy się stać, odwiedzając sklep Saturn. Nie wspominając o słowie „żer”, które dodatkowo dehumanizuje klientów, porównując ich do zwierząt, które bez kontroli rzucają się na okazje.
Ktoś jednak pomyślał, że to będzie dobry pomysł.
Chcesz uniknąć takich błędów w swoich reklamach?
Jeśli chcesz, by uniknąć takich kosztownych błędów w swoich reklamach – mogę wykonać audyt także Twoich reklam. Przejrzę je dokładnie i pokaże Ci, co możesz w nich zmienić, by nabrały skuteczności. Kliknij w link i dowiedz się więcej: